wtorek, 27 stycznia 2015

Zniszcz (zrób) ten Dziennik!

.

     Wiem, wiem, wiele już napisano o tej książce - bestseller, kicha, cudo, beznadzieja ucząca tylko niszczyć, głupota... Na blogach i na YT jest wiele zdjęć i filmików z tym Dziennikiem. Opinie są generalnie skrajne - i to lubię, bo jak coś jest przesadnie chwalone lub krytykowane, to oznacza, że budzi emocje i jest o czym pogadać. Zatem nie mogłam się powstrzymać, żeby nie opisać moich doświadczeń z tą książką. :)
     Mnie osobiście pomysł bardzo się podoba. I być może nie jest to rozrywka dla każdego, nie wszystkim podpasuje pomysł niszczenia czegoś takiego jak książka. Sama bardzo lubię czytać i żadnej nigdy celowo nie zniszczyłam, ba, nie wyrzuciłam na śmietnik w życiu żadnej książki! Wręcz przeciwnie, kilka ze śmietnika uratowałam... Ale lubię wyzwania, to trochę takie przełamanie pewnego schematu. I nikt mi nie wmówi, że ta książka uczy dzieci niszczyć wszystkie inne książki! Moja siedmioletnia córa od razu wiedziała, że to jest jedyna taka książka nad którą można się znęcać i twórczo-destrukcyjnie wyżywać. To jest w stanie zrozumieć nawet dziecko. :))) Jaki jest cel takiego działania? Nie wiem, jak dla mnie okazało się, że dzięki temu spędzam z córeczką więcej czasu na wspólnej zabawie, która obu nam odpowiada (zabawa w kotki lub kolorowanie to przy tym nuda). Razem uczymy się nowych technik - klejenia, darcia, plucia, rzutów do celu itp. Powiem tak, dopóki się tego nie spróbuje, to trudno powiedzieć, czy to daje frajdę czy nie...

     Moje pierwsze spotkanie z tym pomysłem to odkrycie kilka lat temu polskiego bloga "Zniszcz ten zeszyt" Pasiakowej, oczywiście zainspirowany projektem Keri Smith. Lubiłam podglądać poczynania Pasiakowej i jej niesamowite pomysły. A po kilku latach moja siedmioletnia córka przynosi do domu sensację ze szkoły - jej koleżanka ma taką specjalną książkę, po której można bazgrać i dźgać ołówkiem, i że ona też koniecznie już/zaraz/teraz musi taką mieć!
     Odezwał się we mnie sknerus i wiedząc, że zapał mojej córki nie zawsze przekłada się na działanie, postanowiłam, że wydatek 30 zł na książkę, która po jednym dniu wyląduje na półce, to trochę dużo, postanowiłam zrobić zeszyt "ćwiczebny".
    Kupiłam w papierniczym dwa czyste zeszyty, 80-kartkowe (po 3 zł każdy). I postanowiłam stworzyć dla siebie i Córeczki nasze własne "Zeszyty do niszczenia". To był strzał w dziesiątkę, część pomysłów podpatrzyłyśmy z oryginalnej książki, a część wymyślałyśmy same, zabawy było przy tym co niemiara. I tak powstały nasze zeszyty:






     Okazało się, że zapał nie był słomiany i moja pociecha sukcesywnie i z zapałem zabrała się za twórcze niszczenie zeszytu.a ja wraz z nią. :)



     W związku z tym, oczywiście dostała oryginał. :) Który niszczy i zapełnia swoimi pomysłami z równym zapałem jak pierwszy "zeszyt ćwiczebny". Z całej zabawy zostało nam bardzo luźne podejście do poleceń (i chyba o to chodzi), część zabaw moja córka wymyśla sama. To niesamowite ile kreatywności wyzwoliła w niej ta książka!
     No dobrze, przyznaję, na początku największą atrakcją było wchodzenie z dziennikiem na stół i zrzucanie go z impetem na podłogę. :)))

.

wtorek, 13 stycznia 2015

słowo na 2015 r. i bukiet z bzikiem ;)

.

     Nie wiem dlaczego naiwnie myślałam, że malowanie kwiatów to świetna wprawka i dość łatwy temat na obrazek.:))) Dużo muszę się jeszcze nauczyć, ale i tak jestem bardzo zadowolona z efektu jaki udało mi się zmalować!
Farby akrylowe, 25x30 cm, na bawełnianym podobraziu.

***
      Jak co roku zastanawiam się nad słowem, które będzie mi towarzyszyć przez kolejne 365 dni. To moje - One Little Word. Zabawa w słowo "przewodnie" wciągnęła mnie kilka lat temu i bardzo mi pomaga pamiętać o tym, co zamierzam zrealizować. To już szósty raz poszukuję słowa, które będzie mi dźwięczeć przez cały rok i wyznaczać kierunek. :)
Od początku stycznia wiedziałam, że słowo przewodnie na ten 2015 rok, to będzie - DZIAŁANIE.

działać (nie wiem jak to przetłumaczyć na angielski...to work, czy raczej to run)

***

     Tak, działam, robię krok za krokiem w dobrym kierunku. Postaram się nie siedzieć i nie rozmyślać, czy aby na pewno w dobrym? Dopóki nie zaczniemy dreptać, choćby w kółko, nie przekonamy się czy zmierzamy we właściwą stronę. Trzeba wstać z kanapy i zrobić krok, choćby malutki.
Ja postanowiłam właśnie wstać z kanapy, co szczerze polecam! :)
Odważyłam się podpisać pod każdym moim działaniem. Jestem na takim, a nie innym miejscu, z takim, a nie innym doświadczeniem. To co robię jest dla mnie istotne i nie musi być mistrzostwem świata - bo dla mnie to jest moje mistrzostwo świata. :)))

     Postanowiłam cieszyć się z każdego mojego działania, doskonalić się i iść do przodu. I nie oglądać na krytykę i pytania - po co ci to? Często nawet sobie nie zdajemy sprawy jak bardzo tego typu uwagi ściągają nasz zapał do poziomu podłogi... Po przeczytaniu tego posta Edyty Zając nabrałam pewności, że mam rację. Trzeba iść swoją drogą, a nie oglądać się na cudze. Niby proste, ale ile razy ulegamy pędowi za czymś czego tak naprawdę nie potrzebujemy? Albo nie robimy czegoś, bo ktoś powiedział, że to nie ma sensu? I wcale nie nawołuję, żeby robić swoje bez względu na innych i po tzw. trupach. Ale, żeby być w tym wszystkim silnym, zmotywowanym i żeby nasz umysł i dusza były zgodne, że tego właśnie chcą.
Nie miałam zamiaru machnąć takiego długiego wywodu. Tak mi się wymknęło. :)))
A chciałam tylko napisać, że życzę Wam w Nowym Roku sił i motywacji do działania! :)
.

sobota, 3 stycznia 2015

maki

.

     Pod wpływem impulsu i obrazu A. Razika (link) powstał malutki obrazek, 20 x 20 cm.
To miały być maki, jakby co. ;)))
Malowanie to czysty relaks. :)
.

czwartek, 25 grudnia 2014

Po prostu - Wesołych Świąt!

.

***
Mam nadzieję, że wszystkim Święta upływają w zdrowiu, radości i spokoju. 
Przy rodzinnym stole, na rozmowach z bliskimi. 
Spacerach i grach planszowych. :)))

Czego sobie i Wam życzę!
Aulik
.

piątek, 12 grudnia 2014

Prosta torebka jeansowa dla dzieci (DIY) - Krok po kroku :)

.

     Uwielbiam rzeczy proste. :)

     Od jakiegoś czasu szycie wciągnęło mnie całkowicie, to hobby które pochłania, daje niesamowite możliwości. I satysfakcję. Bez zbędnych wstępów, zabieram się do roboty.
Torebka jest i prosta, i do zrobienia na szybko. Krok po kroku. :)


PROSTA TOREBKA Z APLIKACJĄ DLA DZIECI
(TUTORIAL)

Potrzebne będą:
- 2 kawałki jeansu 17 x 21 cm plus marginesy na szwy po 0,5 cm (czyli 18 x 22 cm)
- kolorowy bawełniany materiał 34 x 42 cm plus marginesy na szwy po 0,5 cm (czyli 35 x 43 cm) - na podszewkę
- kolorowy bawełniany materiał 11 x 13 cm plus marginesy na szwy po 0,5 cm (czyli 12 x 14 cm) - na wewnętrzną kieszonkę
- dowolna aplikacja - u mnie miś
- jeans (lub inny materiał np. ten którego używamy do podszewki) 5 x 108 cm - na pasek do torebki
- czerwona bawełna 3 x 10 cm - na pętelkę do zapinania torebki
- dowolny bawełniany materiał na "pipsztak" 5 x 7 cm - u mnie to żółte coś.



Na jednym z kawałków jeansu układam i szpilkuje aplikację (oczywiście na prawej stronie):



Materiał na podszewkę: 



Wewnętrzna kieszonka zaszpilkowana:



Kieszonkę zszywam u góry i przyszywam do podszewki:



Następnie podszewkę zszywam zostawiając
- niezszytą górę (górna strzałka)
- niezszyty kawałek dołu, około 4 cm (strzałka na dole):



Przyszywam aplikację ściegiem zygzakowym:



Następnie zszywam ze sobą obie części jeansowe, oczywiście na lewej stronie:



Podszewkę wywracam na prawą stronę:



I wkładam do jeansowej części:



Szpilkuję górę:



Przygotowaną pętelkę szpilkuję na środku (strzałka):



Tak, by znalazła się po prawych stronach materiałów, czyli pomiędzy podszewką a jeansem :



Zaszpilkowana pętelka:



I zszyta góra torebki:



Wywracam - przez zostawiony otwór w podszewce - całą torebkę na prawą stronę,
zszywam "dziurę" w podszewce i chowam ją do środka (podszewkę oczywiście):



Następnie przeszywam całą górę na okrągło (strzałki):



O tak:



Szyję pasek:



Doszywam pasek do torebki i gotowe :)



***
U mnie hurtowo :)


***
      Niekiedy zastanawiam się jak szybko przebiega czas gdy robimy to co nas całkowicie pochłania. Wtedy wchodzę w pewien stan zawieszenia, nie wiem co się wokół mnie dzieje...Macie tak? Całkowite oderwanie, zjednoczenie, zawieszenie. Niektórzy mówią, że to natchnienie, ekstaza...Takie myślenie prawopółkulowe...Wolne od hałasującego umysłu. Super stan. :)
.

sobota, 29 listopada 2014

Sowy, sowy, sowy... :)

.

     Za co tak lubimy sowy?
Pojęcia nie mam...bo mają wybałuszone oczy? nie śpią po nocach? ich głowy kręcą się o 180 stopni? są słodkie i robią uhu? Możliwe... Tak, czy inaczej sowy od jakiegoś czasu zawładnęły światem i pojawiają się wszędzie. U mnie też. :))) Moje sówki są bardzo miękkie, proste i przytulaśne. Każda ma oczywiście inny charakterek, jak to u sów zazwyczaj bywa. I każda chce być kochana. ;)

     Dziś króciutko, bo zrobiło się późno i nawet takie nocne marki jak ja muszą kiedyś się wyspać. ;) Zawsze byłam bardziej typem sowy niż skowronka, a najbardziej lubiłam późne wieczory i ciche noce, gdy za oknem panował spokój a w domu unosiły się spokojne oddechy bliskich. Niż poranne wstawanie. Ale od jakiegoś czasu doceniam poranki na równi z wieczornymi posiadówkami. Niestety organizm domaga się snu... Wczesne wstawanie ma jedną zasadniczą wadę - skraca wieczory, a głowa sama opada mi na poduszkę.
Oczywiście na sowią poduszkę. ;)


Sowa kochliwa:


Sowa z wytrzeszczem:



Sowa lekko zdziwiona:



Sowa nieśmiała:



Sowa nieco skonfundowana:



Sowa zalotna:



Sowa mała:



Sowa pasiasta:



Sowa wybałuszona:

.

wtorek, 11 listopada 2014

Lisek chodzi koło drogi...

.

     Poduszki - Maskotki - Liski świetnie nadają się do przytulania. :)
Mają sympatyczne mordki i szczere spojrzenie, wbrew krążącym o nich złym opiniom. ;) A poza tym bardzo lubią jeść pierogi i skakać na skakance - szczególnie lisie dziewczynki. :)))

     Bardzo się cieszę z jesieni, ale mgła przez kilka dni i balkon polany wodą jak z wiadra to trochę niefajne objawy tej pory roku. Swoją drogą, dawno nie widziałam takiej mgły, która wywoływałaby u mnie ciarki na plecach. Pamiętacie film "Mgła"? Duchy marynarzy wychodzący z mlecznej mgły napływającej tumanami od morza, mszczące się za to, że zostali sprowadzeni przez mieszkańców na pewną śmierć? Tylko po to, by ich okraść? Strasznie bałam się tego filmu...

Liście z drzew pospadały, wieczory zaczynają się wcześniej i mam mnóstwo czasu na różności, a nie robię nic. Robię nic. Oddaję się jesiennej nostalgii. Zbieram siły do zimowych przygotowań.
Gotuję ciepłe zupy i pierogi.
Dla Lisów też. ;)


     Wiem, obiecałam torebkowy tutorial, będzie!, ale jak to zwykle bywa my planujemy, a okoliczności i tak się śmieją.
.